Czy powinna mu wierzyć?

- Przecież - odezwała się - wcale nie mam zamiaru cię krzywdzić.

- To dla mnie o wiele więcej niż chwilowy kaprys czy nawet kwestia honoru. Wiesz o
- O tym, że jest tu pięknie - odparła z uśmiechem.
Widząc wyraz jego oczu, Bella poczuła się nieswojo. Człowiek, na którego patrzyła, nie był tym beztroskim księciem, o którym czytała w raportach. Drakula też musiał wyczuć mroczny nastrój swego pana, bo niespodziewanie zarżał i rzucił nerwowo głową. Nieznaczny, wprawny ruch ręką wystarczył, by zwierzę opanowało się i posłusznie biegło dalej. Obserwując tę scenę, Bella pomyślała, że w Edwardzie, podobnie jak w niej samej, drzemią dwie natury. W zależności od sytuacji potrafił być łagodny albo surowy, uprzejmy lub arogancki.
Odwróciła się do niego.
pożegnania. Po chwili opuścił bal, przemierzając pospiesznie foyer i głowiąc się, jak poradzić
Kiedy podszedł do sejfu, wytarła usta wierzchem! dłoni.
Gdy szli przez gwarne, zadymione sale, wielu ludzi im się przyglądało. Trzymała się
Mamy najwyższą inflację w Unii na pogotowie, co? Od razu mógłbyś złożyć zeznania. O! – ucieszył się. – To jest dobra
- Pozwól mi gotować. Potem możemy się zabawić w ten sposób.
Michaił wydał kolejny rozkaz po rosyjsku i Kozacy zaczęli się do niej z wolna zbliżać,
- Jak dotąd, bardzo niewiele, Wasza Wysokość. Ale mam zamiar wszystko dokładnie obejrzeć. Słyszałam, że tutejsze muzea mają niezwykle bogate zbiory. Interesowała go ona, a nie muzealne skarby.
Pędzili w wygranym przez siebie paradnym ekwipażu - granatowym powozie ze
najwidoczniej uznał ten dźwięk za oznakę przyjemności. Przylgnął ustami do karku
- Nie ma w nim kuli.
bary mleczne w Warszawie

lusterek. W ten sposób dotarł do samego auta. Zdecydowanie szarpnął

krześle. - Akurat. Tak mnie trzęsło, że musiałam usiąść. Bałam się, że
dzieci. Dorosłych, na pewno - ale możliwe, że jedno lub więcej
komputerów tańczyły Milli przed oczami, ale to nie z tego powodu nie
A według informacji Diaza główna siedziba gangu znajdowała się w
wargę, nie chcąc rozpłakać się przy ludziach. - Nie mogę przestać go
Zakaz eksmisji w czasie pandemii ? do kiedy? on sam nie podróżował samolotami (za dużo kontroli i sprawdzania

- Ja nikogo nie widziałem. - Musisz uciekać. - Zmusiła się, żeby to powiedzieć. Czuła się tak, jakby zabijała własną duszę. Wiedziała, że jeśli Brig wyjedzie, to już nie wróci i nigdy więcej go nie zobaczy, a jej miłość do niego powoli umrze. - Ja nie uciekam od... - Ale musisz. - Płakała, rozpaczliwie chcąc go ocalić. - Ale nie masz motoru. Już go znaleźli. - Myślała gorączkowo. Tylko jedno przychodziło jej do głowy. - Weź Remmingtona. Powiem, że jeździłam na nim, że mnie znowu zrzucił i uciekł. Zanim się zorientują, że go nie ma, ty będziesz już daleko... Brig zaciskał zęby. - Nie chcę, żebyś przeze mnie kłamała. Łzy uwięzły jej w gardle. To naprawdę było pożegnanie. - Będę... będę musiała. Inaczej wsadzą cię do więzienia. - Skąd wiesz? - Z jego oczu wyczytała, że się poddał. Zrozumiał, że ma rację. Chyba że... chyba że... - Cassidy, ja nie podpaliłem tartaku. Nie obchodzi mnie, co myśli całe pieprzone miasto, ale ty musisz mi uwierzyć. - Ja... ja ci wierzę - powiedziała, wpatrując się w niego naiwnymi, ufnymi oczami. - Nie wiesz? Zawsze będę ci wierzyć. Z jego gardła wydobył się jęk. Przyciągnął ją bliżej. - Nie zasługuję na ciebie. - Jego wargi przylgnęły do jej ust w brutalnym, rozpaczliwym pocałunku. - Nie mogę tego zrobić. - Opuścił głowę. - Szeryf jest tutaj. Porozmawiam z nim. Powiem mu prawdę... - Nie! Brig, ty nic nie rozumiesz. Oni cię już skazali. Byłam tam i słyszałam, co mówili. Derrick opowiedział o twojej bójce z Jedem. Wiedzą, że byłeś w tartaku. Szeryf musi kogoś oskarżyć... - Łzy spływały jej po policzkach. Nie wiedziała, czy były to jej, czy jego łzy. Czuła, że długimi palcami głaszcze jej włosy. - ...proszę, zrób to. Uratuj się. Co komu z tego przyjdzie, że resztę życia spędzisz w więzieniu? - Nie wierzysz w sprawiedliwość? - W Prosperity? Kiedy zginęli córka Reksa Buchanana i syn Bakerów? Jak ty to sobie wyobrażasz? - Ja nigdy nie wierzyłem w system. - Więc jedź! - Odsunęła się od niego. Serce łomotało jej ze strachu i nie mogła założyć siodła na grzbiet Remmingtona. Brig jej pomógł. Po chwili podała mu zmoknięte wodze. Jego palce na moment zacisnęły się na jej dłoniach. Cassidy walczyła ze łzami. - Zabierz mnie ze sobą. - Poczuła, że Brig zesztywniał. - Tylko do południowej granicy posiadłości. Potem pojedziesz na zachód, przez góry. Ja...ja udam, że tam spadłam z konia. - Nie ma mowy. - Proszę cię, Brig. Zrób to dla mnie. Zacisnął zęby, ale pomógł jej wsiąść na konia. Jechali przez pola w ciszy, w ulewnym deszczu. W powietrzu cały czas unosił się zapach spalenizny. Za godzinę zacznie świtać. - Zatrzymaj się tutaj - powiedziała, gdy znaleźli się na południowym pastwisku. - Tutaj. - Odwróciła się w siodle, odpięła łańcuszek z szyi i przełożyła go przez głowę Briga. - Na szczęście. Zamarł na chwilę, a potem po raz ostatni wziął ją w ramiona. Ukrył głowę w zagłębieniu jej szyi. Jego twarde ciało drżało. - Źle robimy. - Ale nie mamy wyjścia. - Pocałowała go, nie zważając na piekący ból w sercu. Zeskoczyła na ziemię. Stała i wpatrywała się w niego, siedzącego na koniu, którego próbował ujeździć. Potem się schyliła, podniosła kamień i rzuciła nim w Remmingtona. Źrebak zarżał i pogalopował jak szalony w stronę pogrążonych w ciemności wzgórz. - Kocham cię - wyszeptała. Dotarło do niej, że już więcej go nie zobaczy, już nigdy nie usłyszy jego śmiechu i nigdy nie spojrzy mu w oczy. Jej słowa zagłuszył szum deszczu i echo oddalających się końskich kopyt. 11 Cassidy siedziała na parapecie w gabinecie ojca i chciała wykrzyczeć, że podejrzenia szeryfa Doddsa to same kłamstwa. Kłamstwa i nic więcej. Wymyślane przez ludzi, którzy chcieli szybko znaleźć sprawcę tragedii. Kogokolwiek. Najlepiej oczywiście, gdyby nazywał się McKenzie. Od pożaru minęło zaledwie kilka dni, ale Brig McKenzie; czarna owca miasta, został już osądzony i skazany. Dodds zajmował cały fotel. Na przemian patrzył na milczącą córkę Reksa i spoglądał w stronę drzwi, na pokój z bronią, gdzie wisiała gablota z rozbitą szybą. Wytarł dłonie w spodnie, które i tak już były wyświechtane. Ojciec zrezygnowany siedział za biurkiem. Zapomniał o cygarze, które paliło się w popielniczce. - McKenzie nie uciekłby, gdyby był niewinny. Chyba jest tak, jak mówił pański syn. Jed Baker i McKenzie pokłócili się o Angie. Zanim się to wszystko stało, pobili się przed domem McKenziech na oczach Sunny. Przypuszczam, że młody Baker nieźle dowalił McKenziemu kijem. Ten chłopak nigdy nie grał fair. McKenzie przegrał. Gdy doszedł do siebie, chciał oddać Bakerowi za swoje.
ten sposób nikt nie mógł go już zaskoczyć, no, chyba że Diaz zabawi
trzymane przez Millę. Najwyraźniej nie mogli uwierzyć w to, co
Jazda na niemieckich tablicach zajmują się takimi rzeczami.
- Pavona nie ma w jego stałej okolicy Zaszył się gdzieś. Milla

71

Spis powszechny a PESEL ? obywatele mają wątpliwości

©2019 www.intellegunt.pod-hiszpanski.sanok.pl - Split Template by One Page Love